• Jak się ustawia testy sponsorowane suplementacji

    autor Redakcja MNBBC.COM



    Takie przypadki zna każdy z nas. Wchodzisz na swój zwyczajowy portal czy forum dyskusyjne i na "dzień dobry" wita Ciebie baner że własnie rozpoczyna się nowy test suplementów firmy XYZ. Bajeczna kwota, masa suplementów i nadzieja na wyciągnięcie ręki. Tysiące czytelników odprawia modły by padło właśnie na nich. Jest jeden problem. Taki test ma niewiele wspólnego z prawdą, rzetelnością i uczciwością.

    Całośc opiera się na bardzo prostym schemacie. Najpierw ogłaszany jest nabór, a administracja danej witryny wraz z działem marketingowym producenta robi wszystko by zbudować show. Pełna dramaturgia, wysokie napięcie, efekty specjalne wręcz tryskają z reklam. Z majestatem godnym sądu ostatecznego, wybrany zostaje ten jeden „szczęścliwiec”, który przez 6 czy 16 tygodni będzie lokalnym „Neo”, który pokaże światu jakie cuda się dzieją gdy bierzesz suplementy. Przez zadany okres trenować będzie wytrwale by nie przynieśc wstydu, będzie spowiadał się ze wszystkiego, a wszyscy na około będą mu zazdrościli. Na koniec wielkie podsumowanie z pełną pompą. Misja udana, sprzedaż produktów skacze pod sufit, producenci i administracja liczą żywą gotówkę, a kolejne tysiące czytelników z jeszcze bardziej zlasowanym mózgiem śnią po nocach o suplementach, bo w końcu bez nich tak nie urosną!

    Wprawne oko każdego kto dzierży sztangę dłużej niż kilka miesięcy odrazu wyłapie miejsca, w których w legalny sposób dokonuje się głębokiej manipulacji. Wytrawny kulturysta, dwu czy trójboista zna swoje rzemiosło i widzi naciąganie faktów. Ale to nie dla niego dedykowany jest ten wątpliwej jakości marketing. Targetem docelowym są miliony nastoletek i nastolatków. Co roku nowe pokolenie jeleni do upolowania. Nieważne że naśladowcy wyjdą na tym jak Zabłocki na mydle. Nieważne, że spora grupa z tych osób gdy odniesie porażke – weźmie sobie to do serca – poczuje się gorsza i ułomna – i sięgnie po sterydy by pokazać światu że potrafi. O nie, tu zdrowie się nie liczy – tu liczy się kasa. Business is Business jak mawiają Panowie na zachodzie. W końcu każdy ma swój mózg i powinien wiedzieć na czym polega ta „zabawa”. A że nie widzi? „Ignorantia legis non excusat” jak mawiali antyczni Rzymianie, co wypomni Tobie każdy prawnik. W sytuacji, w której na niektórych rynkach, takich jak Polska, istnieje multum pseudo witryn i portali gdzie sprzedają Tobie papkę marketingową, poczuwamy się do moralnego obowiązku by przedstawić wam krok po kroku jak wygląda rzeczywistość.


    Typowanie wybrańca - cztery grzechy główne kulturysty na których żeruje marketing.


    Jest wiele grzechów i pomniejszych grzeszków jakie na swojej drodze napotka adept sportu. Są to atomowe podstawy, które muszą zostać zrealizowane by osiągnąć sukces. I to nie jakiś odległy, ale taki który przyniesie plony w ciągu kilku tygodni. By było zabawniej, po wstępnych kłopotach i wyrzeczeniach, całość staje się tak wygodna, oczywista i naturalna, że przestajesz traktować to jako „utrudniacz”. Ale jeśli tego nie zrealizujesz – nie będziesz się rozwijać. O tym wie każdy, któremu się udało, o tym także świetnie wie dział marketingu firmy XYZ jak i „eksperci” administracji danego portalu.

    Grzechy główne kulturysty to:

    Zła dieta
    Zła regeneracja
    Zły trening
    Brak ciągłości treningowej

    Dieta to podstawa. Nie ma zmiłuj. Nie ma diety – nie ma masy. Znakomita większośc osób je za mało. To nie podlega żądnej wątpliwości. Bez odpowiedniej podaży składników odżywczych conajwyżej można nadać ciału odrobine „tonacji”, co przez adepta rozumiane jest jako progress. Niestety – ten proces zdycha jeśli nie idzie za tym podbicie białka, węgli i tłuszczu. 99,9999% ludzi, którzy zaczynają przygodę z siłownią je stanowczo za mało, nieregularnie i bez własciwych proporcji. A to zarżnie [bo innego słowa nie da się użyć] każdą szansę na zmianę sylwetki.

    Przy typowaniu śmiałka dobiera się w pierwszej kolejności osoby które nie miały odpowiedniej diety, były aktywne na forum – znane i lubiane, ale które nie odnotowywały postępów od pewnego czasu. Dla marketingowca taki ktoś to dar z niebios. Nie ma nic prostrzego niż wyhodować bestie z niejadka i to w trybie ekspresowym – gdyż jego organizm aż wyje o więcej jedzenia. Proces superkomensacji jest tak nadymany, że wystarczy by odłożył sztangę i zaczął jeść a stagnacja niedosyć że zniknie, to na dodatek sam odrobi straty masotwórcze – bez potrzeby większego wysiłku!

    Sprawę ułatwiają logi do których marketingowcy mają dostęp, a którymi to forumowicze się szczycą. To niemal jak iść do wróżki, na wejściu powiedzieć że szukacie partnera/partnerki, a następnie po 5 minutach być zszokowanym tym że wróżka odgadła że szukacie partnera/partnerki. Gdy nie ma logów treningowych – sprawe urabia się inaczej. Musisz wypełnić małą aplikacje i wysłać ją do producenta, lub odbyć małą rozmowę z ich przedstawicielem [lub przedstawicielem administratora] na drodze mailowej lub chatowej.

    Uwierzcie – każdorazowo do wyboru jest kilkadziesiąt, a przy większych „manewrach kwotowych” i kilkaset aplikacji ludzi, którzy chcą wziąć udział. W każdym rzucie znajdzie sie kilkunastu pewniaków, którzy nie zawiodą. Potrzeba im jedzenia – to je dostaną – w formie proszku. Tu należy zwrócić uwagę na jeden fakt. Każdy wie, że białko czy odżywka typu węglowodanowego to nic innego jak zamiennik jedzenia które mamy w lodówce. Ale gdy w grę wchodzi akcja marketingowa – to białko z puszki otrzymuje taką nobilitacje, niemal do rangi pokarmu „Bogów”.

    Delikwent otrzymuje rozpisaną dietę profesjonalnie przez ekspertów danej firmy. Czasem dla zmyłki, pozwala się takiej osobie samemu ułożyć parodię diety, tylko po to by zjawił się z odsieczą jeździec w lśniącej zbroi na białym rumaku – w postaci "dobrego" ducha forum/portalu, który ma wielką wiedzę ale jest tak zalatany że praktycznie nie ma dla nikogo czasu. I ten wielki, ten wspaniały, pochyla się nad zbłąkaną owieczką i niczym dobry samarytanin rozpisuje dietę. To że rycerz nieoficjalnie jest pracownikiem danego forum, lub jednocześnie pobiera pensyjki i od administracji i od producenta, publicznie udając osobę niezależną, to już tajemnica poliszynela.

    Całość odbywa się albo oficjalnie – by wszyscy widzieli jak firma XYZ i portal dba o swoich czytelników, lub nieco na uboczu by podnieść ego szarego zjadacza siłownianego chleba, co by pomyślał, że gdy w grę wchodzą suplementy to on także dozna olśnienia. Jaką postać to przyjmie – to już kwestia marketingowców.
    Cokolwiek się nie stanie – przekaz płynący z tego jest jeden – dieta dietą, ale suplementy muszą być.


    Nie tak wygląda talerz zdrowego kulturysty!



    Drugim czynnikiem, który podnosi atrakcyjność aplikanta jest regeneracja – a właściwie jej brak. To kolejny prezent jaki nasz „szcześliwiec” może wnieść w test suplementacyjny. Powody są różne. Adept może być przetrenowany bo jadł za mało, bo trenował za dużo by sforsować plateu które powstało z braku jedzenia [najczęstrzy przypadek] lub dlatego że trenował na wariata 6 dni w tygodniu po 2-3 razy dziennie gdy jego praca i styl życia jest bardziej obciążająca niż hutnika pracującego na trzy zmiany. Taką osobe wystarczy odesłać na 1-2 tygodnie wstrzymania, a następnie rozpisać mu nowy trening na utrzymanie [nawet nie na zysk], tylko po to by organizm naprodukował masę zaległą, pod która szkielet już wybudował – teraz wystarczy tylko dać na wstrzymanie a mega progress życia nastąpi!

    Sławna instrukcja – masz 1-2 tygodnie by się przygotować – to własnie to hasło. Zamiast pracować na siłowni nad sylwetką, pogłębiając zapadkę, nasz „naiwniak” siedzi w excelu i photoshopie by przygotować sobie „wypasione” tabele i obrazki, wszystko po to by nie zawieść swojej wyroczni i milionów innych czytelników „naiwniaków”. Nawet nie zauważa jakie procesy zachodzą w jego organizmie gdy nie ćwiczy. Że zmiana już następuje! Że teraz wystarczy tylko dotknąć najlżejszą sztangielkę by obwód bicepsu rósł w oczach.

    Oczywiście na koniec testu będzie chwalił pod niebiosa super-wypasione suplementy na regenerację dzięki, którym odniósł sukces, nie widząc ze sukces odniósł dzięki przestrzeganiu podstawowej zasady kulturystyki – prawidłowej regeneracji.

    Mamy już masę z diety, mamy regenerację z odpoczynku i zmniejszonej intensywności. Pora na pozostałe czynniki.

    Siła. To jest rzecz ciekawa. Bo proces budowania siły nie wynika bezpośrednio z procesu budowania masy. Tak jak mase zbudujesz tylko zapewniając sobie odpowiednią ilość składników odżywczych o tyle siłe moża zbudować nawet na pełnym głodzie – co zdrowe nie jest, ale wspominamy by być sprawiedliwymi. By być silnym potrzebujesz – progresji, ciągłości, kontynuacji i zdrowia na poziomie „jestem w stanie ustać pod sztangą”. Brutalne ale prawdziwe.

    Siłę jest w stanie zbudować każdy, niezależnie od wieku, stażu czy doświadczenia. IQ większe od małpy nie wymagane – jeden wyjątek – wyrzuć z głowy medialną papkę.
    To czego potrzbujesz to dobry mezocykl z kilkoma cyklami, które faza po fazie kontynuują progress na ciężarach zdobytych w poprzednim cyklu. Nie ma zmiłuj. Zwykła mechaniczna progresja oparta o periodyzacja liniowa – czyli tą najbardziej prostą i oczywistą i siła idzie – nie może nie iść!

    Za siłę maksymalną w 80% odpowiada centralny układ nerwowy. Jeśli nie masz zaburzonej regeneracji lub kośćca z osteoporozą jak u zrujnowanej głodem 80 letniej babci z kraju ogarniętego 100 letnią wojną domową – w 10-16 tygodni zrobisz 20/30/40 kilo na płaskiej w zależności od twoich parametrów indywidualnych. Przy okazji – zamiast kupować n-ty suplement na siłe– przekaż pieniądze na fundacje wspierająca ofiery wojen. Ty i tak urośniesz, a dzięki twoim pieniądzom ktoś przeżyje.

    Nasz wybraniec do testu suplementacyjnego otrzymuje nowy program treningowy rozpisany na mniej lub bardziej zaawansowany mezocykl. Najcześciej „mniej”, gdyż takiej wiedzy nie rozdaje sie za darmo w miejscach gdzie żeruje się na czytelniku, który ma „tylko” kupować suplementy.

    Oczywiście – jeśli podnosi sie zgiełk i gawiedź zaczyna orientować się że w ramach takich „działań” robiona jest w konia – znów wkracza nasz rycerz w lśniącej zbroi, który nigdy nie ma czasu, ale tym razem zrobi wyjątek i pomoże zbłąkanej owieczce. I znów wpadnie mu do kieszeni pare stówek. Mit herosa utrzymany, progress u „szczęśliwca” leci, wszyscy zadowoleni.

    Mamy mase, mamy siłe, mamy regeneracje. Jeśli to jest dopięte na ostatni guzik – teraz trzeba tylko dopilnować naszą „sierotkę” by się nie wykoleila po drodze. Tu także mamy pełen wachlarz technik wsparcia:

    -Rycerz na białym koniu przyjeżdża regularnie do dziennika szczęśliwca
    -Oficjalnie trenerzy producenta dają rady co i jak robić
    -Nieoficjalnie klakierzy administratora udając przypadkowych gości dziennika piszą łopatologicznie co i jak należy zrobić

    Taki zabieg nie może się nie udać. 100% wsparcie treningowo-dietetyczne musi odnieść sukces. Tu nie ma magii. To nic innego jak rady które dałby „szczęśliwcowi” każdy dobry trener lub znający się na rzeczy kolega z siłowni bez wmuszania w niego kilogramów zbędnych suplementów.

    A co jednak jeśli zabieg się nie uda? Producent dzwoni do administratora portalu, zaczyna się szukanie winnego. Czas leci, publika patrzy – musi odbyć się egzekucja kozła ofiarnego. Nieważne, że delikwent przez połowe czasu brania suplementów miał ciągłą biegunkę. Nieważne ze od za wysokich dawek kofeiny jego serce pracowało nonstop pod granice ataku serca! Nie, to nieważne. Ważne jest że zawiódł "on" przemysł handlowo-producencki. I kare musi ponieść – no jak śmiał drań igrać z mitem „suplementacji”, czyż nie?

    W takiej sytuacji nasz „ szczęśliwiec” staję się „pechowcem”. Nie pozostaje mu nic innego jak dokonać samobiczowania się w dzienniku treningowym. Pokazywania jak to rodzina go zawiodła, profesorowie na uczelni za bardzo cisnęli, dziewczyna rzuciła, pies pogryzł, szef za dużo wymagał – wszystko by oczernić swoje otoczenie, pokazać jak bardzo sie starał ale nie mógł i by odciągnąć uwagę od suplementacji. Co jeśli bratek się stawia? Cóż – armia klakierów administratora będzie mu lżyć, dokuczać, potępiać. Eksperci od siedmiu boleści się zlecą i będa kopać niewinnego. Atmosfera taka, że każdy podwinąłby ogon i uciekł. Ale nie tak prędko! Oficjalnie administracja i producent ślą pismo poprzez wydział prawny – że jak się nie ukorzy i nie weźmie winy na siebie – to będzie trzeba za suplementy zapłacić [zapewne drań nie brał tylko sprzedał, dlatego cud,miód i orzeszki go ominęły!!!] a i stosowną kare zapłacić.

    Jako, że do testów nie zgłaszają się ludzie, którzy cierpią na nadmiar gotówki – tylko wręcz przeciwnie – to jest argument ostateczny. Królik doświadczalny bierze całą winę na siebie. Jeśli ukorzy się maksymalnie, a godność odłoży na bok – za miesiąc czy dwa znów dostanie szanse na rehabilitacje. Tutaj eksperci mocniej przysiąda, rozpracują czemu poprzedni trening i dieta na niego nie zadziałała, zmienią suplementy lekko i znów zaatakują z całą akcją. Teraz nie ma wyjścia – mają tyle danych o adepcie że musi się udać – i udaje się. Nasz pechowiec staje się znów szczęśliwcem – opiewa swój sukces, który osiągnął dzięki firmie XYZ na portalu ZYX.

    I interes kręci sie dalej moi mili. Na Polskim rynku już dobrych kilkanaście lat.


    Historia problemu testów

    Prowadzenie testów suplementacyjnych on-line to stara marketingowa sztuczka. Tak stara jak dostęp publiczny do internetu. Kraje zachodu przeżywały plagę takowych testów w latach 90tych, czyli wtedy gdy kraje wschodu wychodziły dopiero z jarzma żelaznej kurtyny.

    Na zachodzie takie coś już nie przejdzie. Jest to za oczywiste i za czytelne dla odbiorcy, który jest już wyczulony na takie numery. Tam ewolucja poszła dalej. Metody promowania produktów są uczciwsze, czytelniejsze i bardziej przyjazne odbiorcy. W krajach wschodnich, czytelnicy dopiero wykształcają w sobie mechanizmy obronne przeciw marketingowej papce.

    Ideą tego artykułu nie jest skazywanie suplementów na banicję. Naszym celem jest wyraźne pokazanie, że robienie klienta w konia przy użyciu legalnych, niedopowiedzianych metod jest w bardzo złym tonie. Że odbiorca już się zorientował i nie tak powinna postępować firma w XXI wieku. Wstyd moi Państwo – wstyd.

    Drogi czytelniku – zrozum rzeczy podstawowe. To czy rośniesz, zależy tylko i wyłącznie od twojej diety i twojego zdrowia. Jeśli jesz za mało lub źle – nie urośniesz. Jeśli jesteś chory – idź do lekarza, choroba przejdzie to ciało zacznie pracować prawidłowo. Jeśli źle trenujesz – poczytasz, choćby i u nas albo w setkach innych fachowych publikacji czy książkach napisanych przez ekspertów – o tym jak trenować i się regenerować by być silnym i zdrowym.

    Suplement jak nazwa wskazuje ma uzupełnić nieznaczny brak twojej diety jeśli taki się pojawi. Zapewnić Tobie przetrwanie nim nie ogarniesz chaosu. Suplement to nie element stały diety. To deska ratunku – bardzo silne i potężne narzędzie, które użyte prawidłowo pomoże ci podtrzymać dobrą passę w gorszej godzinie. Gdy powiększy ci się rodzina – będziesz myślał o dziecku a nie o gotowaniu posiłków to białeczko z puszki pomoże nie zgubić 10 kg na wadze nim nie ogarniesz diety. Preparat magnezowy pomoże z regeneracją nim nie przebudujesz diety o bardziej wartościowe produkty. Ale nie rób z siebie ĆPUNA. Sport to zdrowie, nie uzależnienie. Suplementy to narzędzie na wypadek „W”, nie stały element diety.

    Suplementacja to nie nowy sport ekstremalny, to nie religia!

    Pamiętaj – w świecie cywilizowanym – jeśli interesują cie prawdziwie informacje – to oglądasz wiadomości telewizyjne na kanałach niezależnych prywatnych stacji – nie na tubach „partyjnych”. W każdym demokratycznym państwie prasa jest niezależna od polityki. Nie oczekujesz prawdy ostatecznej czytając miesięcznik partii XYZ, prawda?

    Tak samo jest w życiu codziennym. Nie oczekuj, że wszystko co przeczytasz na portalu, który utrzymuje się ze sprzedawania Tobie suplementów jest prawda. Oni żyją z tego byś kupował u nich suplementy. Zrobią wszystko by mit o konieczności stosowania jak największej liczby suplementów żył i miał się dobrze! Oni mają z tego potężne pieniądze! Co widać na załączonym obrazku – zwanym rynkiem lokalnym.

    Nam się to nie podoba, wam się to nie podoba. Okażcie to – molochy padną. Firmy suplementacyjne będą bardziej przyjazne klientom. Marketing przybierze bardziej ludzką postać, a ty otrzymasz to czego potrzebujesz – a nie wszystko naraz w promocyjnej cenie razy dwa. Pośredni „pazerny” pośrednik zostanie wyeliminowany, a i ty mój drogi będziesz wiedział więcej. Na zachodzie ewolucja już miała miejsce. Pora dokonać tego na naszym podwórku.

    Wiem, że zabrzmi to brutalnie co teraz napisze. Proszę, przyjmij to jak radę babci która mówi „jedz wnuczku bo nie urośniesz”, lub radę taty gdy mówi „nie garb się bo kobiety krzywych nie lubią”. Prawda jest taka – przestań być FRAJEREM na własne życzenie. Nie ma magicznych proszków. Jest solidna praca, solidny trening, solidna dieta i super solidny wynik jaki dzięki temu uzyskasz. Bez chemii, bez sterydów. Każdy może urosnąć, każdy może być wielki, silny i zdrowy. Ten potencjał jest w każdym z was. Także różowe okulary ściagać z nosów – dośc frajerzenia i pora do roboty! Boska sylwetka czeka na was!

    Jeśli zaciekawił was powyższy artykuł – dajcie nam o tym znać. Temat jest bardzo wdzięczny. W tej krótkiej formule nie zawarliśmy ciekawych kruczków które mają miejsce gdy producenci walczą ze sobą, nie omówiliśmy stackowania suplementów „na kreatyne”, potknięć przy redukcji i paru innych bardzo ciekawych acz niecnych mechanizmów, które odbywają się zgodnie z literą prawa. Wszystko jest tylko grą pozorów. Sztuką jest odnalezienie prawdy, która w tym przypadku wogóle nie jest ukryta, a znana od wieków.


    Nazywajmy po imieniu - narkomania, nie sport.




    Fotografie:

    Image: Carlos Porto / FreeDigitalPhotos.net


    Image: Paul / FreeDigitalPhotos.net


    Image: zmkstudio / FreeDigitalPhotos.net

    Comments 6 Comments
    1. pnobody's Avatar
      Ostro. Nawet bardzo stanowczo. Moje doświadczenia w kulturystuce jest sladowe, natomiast we wciskaniu kitu trochę lepsze. I jeśli chodzi o zasadę działania, to tak to właśnie działa. Będę miał na uwadze w dalszej przygodzie z ciężarami. MICHA RZĄDZi.
    1. sargas's Avatar
      bardzo dobry art
    1. Miszczu2011's Avatar
      świetny artykuł
    1. kwachor's Avatar
      konkretnie napisany art.
      Do podobnych wniosków i ja doszedłem, w głównej mierze jednak dzięki Experymentowi i Twojej wcześniejszej pomocy Puma, dzięki!
    1. rodman's Avatar
      chyba kazdy z nas zanim to zrozumial utoplil w suple sporo kasy
    1. Areek's Avatar
      Ostatni akapit - prosimy o rozwinięcie!